piątek, 15 marca 2013

chwyć mnie i nieś

... chociaż wygarnęłam Ci dziś wszystkie moje żale do Ciebie.
Tak bardzo chcę w ramionach Twych się skryć...


Moje słabe, kamienne serduszko dziś obiecał wymienić. Boję się.
On wie, że zwątpiłam
ale nie całkiem

odsłonięty jeż i jego bezbronny bełkot.

poniedziałek, 11 marca 2013

na dnie morza


Jak to możliwe, że bez Boga robię takie głupoty? Jak ja to robię... . Kiedy to było, gdy wpakowałam się w błoto i głęboki dół i wnyki jednocześnie i dałam się związać i zakneblować? Siedziałam w tym do tej pory. Kiedy zaczęłam wychodzić? Kiedy wyszedł do mnie i ja wreszcie zaczęłam Go słuchać. Ile miesięcy mogłam tak siedzieć w tej pułapce? Nie wiem.. nie pamiętam, jak długo tak siedziałam...

Podczas ostatniego przekopywania się przez Słowo Boże (-> Klik kliku klik) doszłam nareszcie do tego, w którym momencie mojego życia jestem. Za mną Egipt i Faraon, po moich obu stronach przewalają się dwie ściany wody, przede mną już tylko pustynia. Pokrzepiające jest to, że już wyszłam z Egiptu (dałam się wyciągnąć z pułapki i pozwoliłam zacząć się rozwiązywać), smutne było wszakże odkrycie, że już od jakiegoś czasu stoję na środku dna, kurde, morskiego i nie mogę się zdecydować, czy iść dalej! On mnie przekonuje każdego dnia, żebym Mu zaufała i ja tak opornie, jak osiołek, dzień za dniem, coraz bardziej Mu ufam. Coraz mocniej. Czuję, jak luzują się więzy. Bóg mówi do mnie codziennie po kilka słów, żebym mogła to przemyśleć i odnieść do siebie. Najciekawsze jest to, że mówi na kilka różnych sposobów, przez różnych ludzi, przez ojca Szustaka ( od tego zaczął: kliku klik klik), przez słowo Boże, przez tak różne sprawy... i wszystko łączy się w jedną całość. Pan Bóg bardzo o mnie walczy... a ja jestem taka.. słaba? Taka uparta. Taka nie poskładana.
Dziś poznałam, że następuje u mnie jakieś uzdrowienie.. a dlaczego? Bo usłyszałam nową piosenkę Love Story i uwierzyłam, że jej tekst może być o mnie... bo nie powiedziałam sobie: " to nie może być o Tobie".

Panie Boże, jaki Ty jesteś niezwykły...




czwartek, 14 lutego 2013

Gdy nie ma Cię, moje serce ogarnia lęk

Po co piszę? Nie wiem. Tak boli mnie głowa. Jestem taka zmęczona... niby przyjechałam do domu, po zaliczeniu (tak!) wszystkiego, na prawdę wszystkiego, co było do zaliczenia.Miałam w domu się wyspać. W domyśle, miałam spać tydzień (no, przesadzam). Wszystko poukładało się tak, że jestem zbyt zmęczona, żeby robić cokolwiek. Najpierw świętowałam urodziny(pół nocy), potem nieuniknione zakupy w Warszawie (cały dzień), do tego doszła jakaś grypa żołądkowa, która nie dawała spać, ani funkcjonować normalnie w ciągu dnia... mam dalej wymieniać? Nieeee. Dodam tylko że ostatnią noc spędziłam przy komputerze rejestrując się na zajęcia. Kto wymyślił, by rejestracje otwierały się od 00:00 do 01:30?

Po raz kolejny wróciłam do Boga. Jak to zrobiłam? Chyba nie ja. On to zrobił - sama nie wiem jak. Pół Mszy zbierałam się by pójść do spowiedzi. Skłoniło mnie do tego czytanie: (Jl 2,12-18). W końcu jednak ksiądz mi uciekł, a ja znów zostałam z niczym, bez nadziei, że jeszcze dziś coś się zmieni. O dziwo jednak, po obrzędzie posypania głów popiołem, wrócił do konfesjonału (choć nigdy tego nie robi, a przynajmniej rzadko). Bez namysłu poszłam. Co więcej, jakaś taka łaska na mnie zstąpiła... i łaska modlitwy podczas tamtej Mszy... i łaska odczuwania obecności i miłości Bożej od tamtej pory aż do teraz. To niezwykłe... ja taka mała (zawsze mówię to samo!) .. czuję się taka malutka. Maleńka przed Nim.
Cieszę się... to jedyna dobra wiadomość tego tygodnia.
Czeka mnie ciężki semestr. Początek semestru będzie chyba cięższy niż sam semestr.
Jest mi ciężko, i mam wyrzuty sumienia, że to mówię.

Do Ciebie Panie 
Woła dusza moja
tęskni ciało me
Gdy nie ma Cię
Moje serce ogarnia lęk
Przyjdź dotknij mnie
rozraduj mnie...

piątek, 25 stycznia 2013

nie pantofelek


Za plecami okno z lazurowym niebem i słońcem roztaczającym wdzięki po całym, dość ponurym, białym placu. Zimno. Za oknem - to zrozumiałe, ale tu? i do tego smutno. Dopadł mnie demon lenistwa. Koniec. Fonetyka - leży. Różewicz - leży. Historia Literatury Polskiej - leży. Książki - leżą. A ja nie leżę, choć mam ochotę. I tak wygląda sytuacja dziś, w tej konkretnej chwili mojego życia. Niezbyt budujące.

Zmęczenie wychodzi spod powiek, (to takie dziwne uczucie, jakby pod powiekami były maleńkie, maciupeńkie igiełki) myśli krążą, krążą i nie mogę ich pozbierać, powyłapywać i pochować do odpowiednich przegródek, żeby wreszcie dały mi spokój, albo chociaż miały jakikolwiek sens. Nie pomaga pisanie w zeszycie, nie pomagają zwyczajne próby układania... . Nie pomaga nic. Jest chaos. Już jutro..., ale lepiej nie. Nie trzeba o tym pisać. Trzeba się pomodlić. Jeśli ja nic nie mogę... to może On. 

Nadal czuję się przed Nim związana. 


nevermind

Dziś na poetyce rozprawialiśmy o Różewiczu, Bursie i Herbercie. Każdy z nich coś mi dziś powiedział, choć dwóch z nich już nie żyje, a trzeci mieszka w dalekim (niedalekim?) Wrocławiu i ani myśli przyjechać. językiem poezji można mówić bez poruszania wargami.

Pantofelek


Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie. 

Andrzej Bursa

niedziela, 6 stycznia 2013

wszystkie moje rany...

Bóg przechadzał się po moim pokoju i pytał "Kasiu, gdzie jesteś? Dlaczego się schowałaś?" a ja nie odpowiadałam.
Dziś odpowiedziałam.
Dlaczego więc tak bardzo się teraz boję?

niedziela, 30 grudnia 2012

nie nie nie nie nie

nieżyję



nie żyję na prawdę, umieram powoli

wtorek, 18 grudnia 2012

zaśpiewam Wam o tym, że tonę

W jakim tonie przebiega ostatnio moje życie.. 
Jest basem. Niskim, monotonnym, ale jednak czystym. Jestem ostatnio smutna i ciągle pytam Boga, dlaczego. Powinnam być radosna. Jest Adwent, czas radości, Bóg się rodzi, ... a ja wciąż tkwię w tych swoich. W tych swoich "tych". 
Mimo to jednak widzę, że ten bas jest czysty i to jest tak piękne, że aż boję się, że niedługo się rozczaruję. Najciekawszą i najbardziej zaskakującą nutką mojego życia ostatnio jest dla mnie moja codzienna 5-minutowa modlitwa Pismem Świętym. Dostałam taką radę, kiedyś tam na spowiedzi, żeby modlić się chociaż przez 5 minut dziennie, ale nie zagadywać Boga, lecz tylko Go słuchać! i myślałam sobie - no tak "animatorka"ma modlić się tylko 5 minut dziennie? Ehe, ta jasne. Ej, ale przecież właśnie dlatego miałam wcześniej kaca moralnego - bo nie modliłam się wcale, a jak już to trajkotałam Panu Bogu bzdety i czułam, że ciągle się od Niego oddalam. Postanowiłam w Adwent to zmienić. Ja "wielka" animatorka, modliłam się 5 minut dziennie, a Pan Bóg dał mi przez tę modlitwę takie łaski, jakich nie była bym w stanie sobie nawet wyobrazić. "Jednak Pan błogosławi" - powiedziała by Lidka. (Ależ ja za nimi tęsknię!).
Kolejną nutką są roraty. Byłam co prawda dopiero 4 razy, ale wielkim wysiłkiem, i ogromem silnej woli udało mi się to i jestem ogromnie dumna z tego faktu. Widzę też, jak przepięknie Pan przez roraty przygotowuje nas na swoje przyjście. Roraty były i są dla mnie, teraz, tu, wspaniałymi lekcjami, i polem subtelnego działania Pana Boga w moim sercu, Jego łaską. 
Inna z tych nutek, to duszpasterstwo i ludzie, którzy swoim uśmiechem, takim zwykłym, zupełnie zwykłym, pomagali oderwać się od smutku. Nutka ta co prawda, ostatnio mnie mocno ukuła, szczególnie jedna, ale ... ale nie wszystkie przecież są fałszywe, prawda?
Jest jeszcze kilka tych nutek, ale trzeba za chwilkę wybiegać na fakultet o Wyspiańskim. Wszystkie te nutki składają się na przedziwną melodię, która jest dla mnie trudna do zaśpiewania... ale jednak wychodzi czysto. 

Myślałam ostatnio: "tonę". Ale przecież Piotr też tonął... i kto go złapał za rękę?