Za oknem mokro, śnieg... irytująca pogoda. Szczególnie, gdy się jest posiadaczką niezbyt porządnych butów... Mokre nogi, to u mnie chleb powszedni tej zimy.
Za godzinę oaza. Nie wiem, jeszcze o czym będzie. Byłam wczoraj tak zmęczona, że totalnie nie miałam siły przygotować się wg. konspektu. Kiepsko. Mam nadzieję, że Duch Święty mnie przygotuje. Martwię się o dziewczyny. Dawno się nie widziałyśmy, przez moją sesję.
Zaniosę im herbatkę i coś słodkiego i pogadamy sobie.
Mam głęboki pokój w sercu i lekki niepokój o pewną osobę. Moje serce to trochę taki mikser uczuć... . Czasem zaskakuje mnie ile potrafię czuć na raz. Stoicyzm to coś o czym marzę.. :-/ .
Zmykam na Namiot Spotkania.
;*
piątek, 11 lutego 2011
czwartek, 10 lutego 2011
kilka pytań
Z czego się bierze ten trud...
Skąd smutek.
I dlaczego cierpienie.
Czemu to wszystko musi być takie skomplikowane?
Czy naprawdę jedno serce może czuć na raz aż tyle? Chyba tak, bo inaczej już dawno bym poszła do piachu.
Jak to możliwe, że jednego dnia tak dzielnie się uśmiecham, a drugiego, wszystko się rujnuje? I co tak naprawdę robię źle, że upadam?
U mnie zawsze jest więcej znaków zapytania.. pocieram skroń, zamykam oczy.
Po raz kolejny zostawiam za sobą pytania bez odpowiedzi. Tylko tyle.
Skąd smutek.
I dlaczego cierpienie.
Czemu to wszystko musi być takie skomplikowane?
Czy naprawdę jedno serce może czuć na raz aż tyle? Chyba tak, bo inaczej już dawno bym poszła do piachu.
Jak to możliwe, że jednego dnia tak dzielnie się uśmiecham, a drugiego, wszystko się rujnuje? I co tak naprawdę robię źle, że upadam?
U mnie zawsze jest więcej znaków zapytania.. pocieram skroń, zamykam oczy.
Po raz kolejny zostawiam za sobą pytania bez odpowiedzi. Tylko tyle.
środa, 9 lutego 2011
zmiany
Gdybym potrafiła określić, jak się teraz czuję, pewnie bym to zrobiła. Nieskładny chaos to określenie, które bardzo często dobrze pasuje do mojego wnętrza. Jedno jest pewne, że Jezus umie ten bałagan ujarzmić. Nie wiem, jak to robi. Po prostu robi. Namiot Spotkania, Eucharystia... i jest pokój. Nie umiem tego dokładnie określić, ale jest we mnie bardzo głęboki pokój, i pewność, że idę po omacku trzymając za rękę kogoś kto ma światło przed sobą. Po dość długim błądzeniu w ciemności, teraz znów trzymam Jego dłoń. I chciałabym, żeby tak zostało ;) . Doświadczam ostatnio Jego działania, Jego Miłości, Jego Ducha, o to jest po prostu coś... czego nie da się wyrazić słowami, by to przekazać tak, jak by się rzeczywiście chciało... . Coś niezwykłego. Kiedy to piszę, muszę się uśmiechać, nie mogę inaczej ;) .
Ale po kolei.
Pominę heroiczny czyn, jakim było dla mnie pójście na Eucharystię, i podjęcie się czegoś, co uważałam za niemożliwe. Zaufania Mu wbrew sobie. Zrobiłam to, i zadziwiające były i są skutki. mianowicie, Bóg podźwignął mnie z tego w czym tkwiłam. A tkwiłam w czymś, czego nie umiem określić. Na pewno byłam daleko od Niego.
Potem pojechałam na DSA z taką głęboką pewnością, że dam sobie radę, że Ktoś mnie prowadzi. I to był niezwykły czas dla mnie. Niezwykłe świadectwo, które trafiło prosto do mojego serca. Potem bardzo szczera spowiedź. I spojrzenie czyichś oczu... . Tyle wystarczyło mi, żeby usłyszeć głos Jezusa i spojrzeć Mu w oczy. Ponadto moja animatorka dała mi odpowiedź na pytanie, w sprawie którego prosiłam Pana o światło.
Coś wspaniałego.
Teraz jestem po sesji. Wszystko "do przodu". A ja? A ja od ok dwóch tygodni nie byłam w dołku ;) . Robię codziennie NS, czuję Bożą obecność, odkrywam na nowo przyjaciół. I siebie. I Boga. I... to jest dla mnie coś absolutnie nowego.
Nadal myślę o moim życiu. Patrzę w przód, ale jak powszechnie wiadomo, nie wiele można tam zobaczyć. Żyję tym co jest teraz. A jeśli ktoś dobrze mnie zna, wie, że jestem niespokojna, kiedy nie mam szczegółowego planu ułożonego w głowie lub na papierze przed nosem. Inaczej się gubię. A teraz uczę się wszystkiego od nowa. Stawiam nowe kroki, patrzę innym, świeżym spojrzeniem na świat. Staram się nie próbować być idealna... dążenie do perfekcyjności, nie służy mi tak na dobrą sprawę.
Krok za krokiem, badam grunt pod stopami. Ale już go czuję ;) znów. To jest piękne uczucie ^^ .
Miałam dziś budującą rozmowę z przyjaciółką. Kolorowałyśmy malowankę :P :P - z biegiem lat stajemy się coraz bardziej jak dzieci. Ale ja to lubię :P . Szaleństwo po prostu.
Eh, ja nie śpię a śnię. Muszę wyjść z tego stanu zanim czar pryśnie. Nie jest za kolorowo, ale aż się boję, że jest za dobrze ;) .
Na razie to tyle. Wiatr za oknem, i taki spokój. Może cały świat jest już cichy, może choć przez chwilę nikt nie cierpi? Może nikt nie jest głodny, może każdy spojrzy w niebo z nową nadzieją?
Może.. .
Dobranoc
piątek, 7 stycznia 2011
naprawdę nic mówić
Czy serce, które nie zaznało cierpienia, potrafi kochać prawdziwie?
Miłość... przez wieki wielu próbowało ująć ją w słowa. A jednak, tak jak nie można wyrazić słowami uczucia wiatru muskającego twarz człowieka... tak ciężko jest wyrazić miłość.
Ściśnięte serce.
Gdzie ten świat, który wymalowano na moich oczach; gdzie wszyscy moi przyjaciele..
Czy naprawdę zostanie już tylko tyle?
Miłość... przez wieki wielu próbowało ująć ją w słowa. A jednak, tak jak nie można wyrazić słowami uczucia wiatru muskającego twarz człowieka... tak ciężko jest wyrazić miłość.
Ściśnięte serce.
Gdzie ten świat, który wymalowano na moich oczach; gdzie wszyscy moi przyjaciele..
Czy naprawdę zostanie już tylko tyle?
czwartek, 6 stycznia 2011
Serce zawsze pozostaje pełne
"Natura sprawiła, że Sara wolała dawać niż brać, i nie zdając sobie z tego sprawy, robiła po prostu to, co lubiła. Nie miała przy tym pojęcia, co to oznaczało dla biednej Becky i że Becky widziała w niej, Sarze, jakąś cudowną dobrodziejkę. Jeśli za sprawą natury wolisz dawać niż brać, rodzisz się z otwartymi rękami i takie też jest twoje serce. I jeśli zdarzają się chwile, że ręce masz puste, serce zawsze pozostaje pełne. Możesz wtedy dawać ludziom co innego, prosto z serca: ciepło, dobroć, słodycz, pociechę w strapieniu i śmiech. I czasem taki wesoły serdeczny śmiech jest najlepszą pomocą dla innych. "
"Mała Księżniczka" Frances Hodgson Burnett.
Wczoraj, pochłonęła mnie ta "naiwna bajeczka", jak nazwała to moja mama ;)) . Książka mojego dzieciństwa. Chapnęłam ją w mgnieniu oka, wyłapując (niestety) wszystkie błędy stylistyczne, frazeologiczne i literówki - co zawsze mi trochę psuje zabawę. Co swoją drogą robią z człowiekiem studia humanistyczne.. ;P .
Zauważyłam, że brakuje mi dziecięcego spojrzenia na świat, na moje życie, na Boga. Nie mogę jednak powiedzieć, by wkradła się we mnie dorosłość. Nie czuję się dorosła. Ale dziecko, które we mnie siedziało gdzieś mi się zgubiło.
Podobno dobrze widzi się tylko sercem, czego uczy nas Mały Książę (swoją drogą jaki zbieg okoliczności, że w tej samej notce cytowałam już też Małą Księżniczkę ;)) nie planowałam), a ja chyba zapomniałam patrzeć sercem. Chodzi oto, że zasłoniłam oczy mojemu sercu, i teraz nareszcie się nad tym zatrzymałam. Zatrzymałam się nad swoim życiem, bo biegłam ciągle gdzieś, ale nie wiedziałam gdzie. Dziwne, że kiedyś wiedziałam. Gdzie to zgubiłam?
Czasem trzeba odłożyć poważną literaturę "dla dorosłych" i wrócić do "naiwnych bajeczek", żeby wreszcie dostrzec co robimy z własnym życiem. Że zgubił się cel, że nie ma świeżego dziecięcego spojrzenia, że nie jest w porządku, choć wciąż powtarzamy sobie uparcie, że jest.
Ale to Sara musi nam podpowiedzieć jak mamy żyć... .
Zastanawia mnie i zadziwia, jaki mamy talent do gubienia wartości i gubienia siebie samych... .
Walczę obecnie o modlitwę, o siebie w rękach Boga. Bo nowa "ja" wyrywa się z Jego rąk.
Zaczęła się sesja, więc moje życie przez najbliższe dwa tygodnie będzie przypominało trąbę powietrzną.
Chciałabym wyjrzeć przez okienko w poddaszu mojego serca, spojrzeć razem z Sarą na zachód słońca, i zobaczyć coś ponad dachami Londynu moich niejasności. Uciec na chwilę od swojego bałaganu.
Tylko, że podobno ucieczka, nie jest dobrym rozwiązaniem.
niedziela, 17 października 2010
Uwielbiony bądź Ojcze nasz!
Raduj się w Panu,
a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę
i zaufaj Mu: On sam będzie działał
i sprawi, że twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło,
a słuszność twoja - jak południe.
Upokórz się przed Panem i Jemu zaufaj!
Nie oburzaj się na tego, komu się szczęści w drodze,
na człowieka, co obmyśla zasadzki.
Zaprzestań gniewu i porzuć zapalczywość;
nie oburzaj się: to wiedzie tylko ku złemu.... "
a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę
i zaufaj Mu: On sam będzie działał
i sprawi, że twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło,
a słuszność twoja - jak południe.
Upokórz się przed Panem i Jemu zaufaj!
Nie oburzaj się na tego, komu się szczęści w drodze,
na człowieka, co obmyśla zasadzki.
Zaprzestań gniewu i porzuć zapalczywość;
nie oburzaj się: to wiedzie tylko ku złemu.... "
(Ps37,3-8)
Dziś jest piękne słońce, idealnie odzwierciedla stan mojego serca. Wielkie dzieła Pan Bóg czyni w moim życiu ;) . Dziś mnie zaskoczył. Rozmawiałam z człowiekiem, któremu niedawno wybaczyłam, a któremu nie potrafiłam wybaczyć wiele lat... . Łaskę wybaczenia i uzdrowienia otrzymałam na rekolekcjach w tym roku, ale bałam się spotkania z tym człowiekiem, więc nie szukałam sytuacji. Pozostawiłam to Bogu. Dziś rozmawiałam z tym człowiekiem... bez żadnych przeszkód, z pokojem w sercu, z radością i łagodnością.
Śpiewajmy Panu bo wielka Jego moc i chwała!
Radość jest niesamowita.
Dziś ok 18 wyruszam do Siedlec. Za tydzień DSA(miało mnie tam nie być, a będę - też zasługa Pana ;) ), nie mogę się doczekać. Tydzień zapowiada się ciężko, ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Mam nowy plan działania, żeby pogodzić wszystkie moje zajęcia jakoś... . Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Wczoraj przekonałam się po raz kolejny, jak słabym jestem narzędziem... . Próbowałam wytłumaczyć przyjaciółce jak ważne jest to by przystępowała do spowiedzi i Komunii. A jest to osoba wierząca... i dobrowolnie rezygnuje z sakramentów... przy czym twierdzi, że nie odrzuca Jezusa. Paradoks. Czasem ludzie mnie zaskakują. Zaskakuje mnie, jak trudno jest zrozumieć ludziom, co jest dobre dla nich, i ważne. I to katolikom. I choćbym dawała z siebie wszystko, okazuje się, że to co mówię spływa po człowieku jak po kaczce... . To jest smutne. Bliscy mi ludzie - a ja nie mogę nic zrobić by im pomóc. Przeraża mnie jak wiele ludzi dobrowolnie idzie na zatracenie.
To mnie przybija.
Wychodzi na to, że nie umiem się dzielić Panem... choć próbuję.
Słońce i jesień za oknem, niebo błękitne, strach na nie patrzeć, żeby nie okazało się, że to już ostatni raz przed zimą ;P .
Tęsknię za wariatami z Krościenka ;D . Gabcia, Jetro, Tereska, Ola, Monika, Gusia... .
Rzeczywistość jest okrutna :P :P .
Szykuje się spotkanie w Listopadzie, ciekawe, co z tego wyjdzie.
Miły Dniu, nie kończ się!
Adeu.
sobota, 9 października 2010
Cały ten czas
Pierwszy tydzień na drugim roku filologii angielskiej z j. rosyjskim : mnóstwo wydarzeń, spraw, problemów... wir życia. Plus cała masa dodatkowych zajęć, które sobie sprawiłam i teraz pokutuję. Zmęczenie jest źródłem wszelkiego zniechęcenia. Zaraz po porażce, rzecz jasna. Po tym tygodniu padam na twarz. Kompletnie.
Jest trochę zamieszania w moim życiu duchowym. A nawet więcej niż trochę. Odkryłam z zaskoczeniem, że mimo chęci i wielkiej potrzeby serca nie znajduję zbyt wiele czasu na Namiot Spotkania w ciągu dnia... . Moja modlitwa składa się głównie z aktów strzelistych w ciągu dnia. Czasem uda mi się wyskoczyć z tego chaosu na Eucharystię... . Potrzebuję tego jak powietrza. Plus Namiot Spotkania, który działa na mnie jak balsam. W obliczu tylu problemów, które znów cisną mi się na plecy, odkrywam jednak, że nie mam za wiele czasu dla Pana Boga... . Jest ciężko. Jak wyjść z tej sytuacji?
Mam też jeden kłopot... łączy się z tym potężny lęk. Najgorsze, że nie wiem czy w ogóle, ktoś mógłby mi w tej sprawie pomóc... . Nie mam siły nawet o tym myśleć.
Dziś tak boli mnie głowa...
Po dzisiejszym spotkaniu, jednej z dwóch grup, które prowadzę, trochę się podłamałam. Konspekt jest trudny, treści pomieszane. Totalny chaos, zupełnie jak w moim życiu. Jeśli dziewczyny zrozumiały cokolwiek z tej mojej gadaniny, to tylko dlatego, że Duch Święty działał, bo Go tak bardzo prosiłam... . Jeśli mnie wysłuchał, pomógł im zrozumieć. Nie zdziwiła bym się, gdyby nie chciały już uczestniczyć w spotkaniach.
Bardzo żałuję, że nie mamy w ogóle odpraw... nie mam z kim porozmawiać o moich trudnościach w grupach, o moim animatorstwie, o modlitwie... . Bardzo mi brakuje odpraw... . Jest ciężko. Czy ja w ogóle podołam?
Jutro jadę po 18:00 bo zawitałam do domu po tym dłuuuugim tygodniu. Czeka mnie jeszcze starcie z Białorusinem na konwersacji, i masa nauki na poszczególne zajęcia, bo przecież na wszystko mam być przygotowana. Jeśli uda mi się zrobić w tym chaosie miejsce dla Pana Boga to będzie to moja jedyna oaza... .
Tyle tego, ale trochę dobrego jednak się stało ;-) . Przyjaciele. Spotkania z nimi. Znajomi na roku. Praca w biurze Diakonii Słowa. Spotkanie Diakonii Modlitwy (moje pierwsze ;-) ). Sms-y od Gaby.
Wszystko to moje promyczki słońca ;) .
Co będzie jutro?
Ps. Najlepsza modlitwa poranna - psalmem.
Mój ukochany, który towarzyszył mi wiernie w tym tygodniu ;)
Psalm 131.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
