sobota, 28 stycznia 2012

Na białym śniegu

 Widziałyśmy dziś z Lakunią tropy na śniegu. Mam nadzieję, że to znów bażanty nas odwiedzają ;) . Biegało tu mnóstwo zwierząt.
Chciała bym pojechać do lasu. Oddychać zimnym powietrzem i po prostu zapomnieć o tym co tu zostało. A tymczasem jestem właśnie tu i o niczym nie mogę zapomnieć, chociaż bardzo się staram. Nie zwracać uwagi, nie myśleć o sprawach które bolą. Zająć się nauką, pracą. Niczym... .
Muszę przestać udawać, że nie widzę śladów na śniegu mojego życia. Bo są niepokojące.

Za oknem panoszy się zima. Czekam aż się skończy.
Z chęcią zapadła bym w sen zimowy... ale tego rodzaju ucieczka od zmartwień, podobno nie jest najlepszym na nie sposobem.

piątek, 27 stycznia 2012

W ogrodzie wewnątrz mnie.. tylko to mi się zdarza na prawdę.

Dziwnie mi było kliknąć na ikonkę z napisem "nowy post". Dawno nic nie napisałam. Może dlatego, że bardzo chciałam napisać o czymś dobrym i wesołym. 
Pesymizm wylewa mi się uszami :-P
Stwierdziłam, że nie ma co czekać na lepszy moment.
Praca licencjacka stoi w miejscu. Stoi jak zagubione we mgle dziecko, a ja nie umiem mu pomóc. Ta metafora aż za dobrze oddaje sytuację mojej pracy licencjackiej. To mi spędza sen z powiek.
Swoją sesję właściwie mam już za sobą... dzięki moim profesorom, którzy trochę nie legalnie robią nam egzaminy przed sesją. Zaliczenia + egzaminy +projekty i prace +kolokwia + stres + ja = koszmar. Ale już trochę przyschło.
Ostatnio też moje wnętrze domaga się uporządkowania... . Nasuwa się więc proste pytanie:

"Jak lizać rany celnie zadane... ?" . Że o sercu w proch potrzaskanym już nie wspomnę... .


Jak to ogarnąć. Jak się wygrzebać z tego w co się zagrzebuję? 
A poza tym jak znów się modlić? Jak być animatorką? Jak można wytrwać na tej głupiej pustyni. To nie do zrobienia... ja tak nie mogę.
Nie ja.

Więc co mam zrobić? 
Szum laptopa. Noc.. jakieś skotłowane myśli. Nic romantycznego, sam banał. 
Zero książąt z bajki.
Zero zgubionych kilogramów.
Nowe spodnie - sztuk 1
Napisanych wstępów do pracy licencjackiej - 0
Ulubiona pomadka ochronna - sztuk 1
Problemy stare - sztuk... 5
Nowe - 0


I tak kiepsko to wypadło. 
Chyba trzeba zacząć się ogarniać. (brakuje mi Basiowego "ogarnij się!"). 

buu..

niedziela, 6 listopada 2011

nic, nie musisz mówić nic

Dlaczego nic nie chce być prostsze...


palce ślizgają się po klawiaturze, błądzą... zamyślenie... smutek, jakaś melancholia.. noc. muzyka. serce, bije, boli. urywki wspomnień, skrawki myśli. Każdą odsuwam zanim jeszcze zdąży się ukształtować w czyjąś twarz, w czyjeś poruszające się usta. Ale zanim je odsunę, usta zdążą się poruszyć... co mówią? Nie słyszę.

mam wątpliwości, czy to wszystko wyrzucić z siebie. czy warto, czy można zaufać.

wciśnięta między te problemy a studia, jak zakładka w książce- ciasno unieruchomiona. Ja.

jakby zgubiona.

gdzieś zgubiłam Jezusa. Nie mogę znaleźć.



"Minął dzień. Wciąż prędzej , prędzej
szybuje czas bez wytchnienia.
A ja chciałbym twoje ręce
ocalić od zapomnienia. "

K.I. Gałczyński; Pieśni.

czwartek, 20 października 2011

little doll

And I don't want the world to see me
Cause I don't think that they'd understand
When everything's made to be broken
I just want you to know who I am
go go dolls - iris

Powinnam teraz gorączkowo przygotowywać się na warsztaty dyplomowe, na jutro. Egzamin na prawo jazdy zjadł mi czas, nerwy i dobry nastrój, plus siły. I tak oblałam. O przygotowaniu do warsztatów nawet mowy być nie mogło. A teraz... myśli uciekają. Uciekają do osób ważnych, do rozterek, do burzy. Tej w uczuciach. W głowie wszystko i nic. Zamieszanie... bo sama już nie wiem. Czuję się troszkę jakbym była mało ważną lalką na półce, którą niektórzy bawią się bardziej lub mniej świadomie. Jak ćma w ogień... pozwalam sobie być taką lalką. Myślałam nad tym bardzo długo, i zauważyłam coś dziwnego. Potrzebę bliskości, miłości tak silną, że znika gdzieś mój rozsądek. 
W ogóle to wszystko jest głupie. 

Telefon milczy. Patrzę na niego i czuję zarazem radość z tego, że milczy, a zarazem czekam, aż się odezwie.
Lalka. 

Kłopot numer dwa pozostawiam sobie. Nie chcę o tym pisać. Boję się? Sama nie wiem... . Może jak o nim napiszę, stanie się on prawdą tak nagą, że w żaden sposób już przed nim nie ucieknę... .

Wszystko głupie.
Głupia, bezsilna, bezwolna lalka. 
Głupie słowa.
Głupia samotność wieczorna.
Głupie milczenie i telefon.
.. i głupie warsztaty.

Wszystko do szeroko pojętego kitu i chrzanu.


sobota, 10 września 2011

może wróci równowaga

Po wczorajszym Namiocie Spotkania - ogarnął mnie pokój. Przed snem postanowiłam "pogadać" z Panem, i przeszło to moje najśmielsze oczekiwania. Ciężko było się modlić, ale z chwili na chwilę po prostu stawało się to coraz prostsze, słowa same potem układały się w mojej głowie. Duch Święty. Odpoczęłam w tym czasie bardziej, niż gdybym spała tydzień ;-) . Niezwykłe. Od tej modlitwy wróciła moja lekka, spontaniczna, ufna relacja do Pana Boga, którą utraciłam ostatnio. Ciężko się o tym pisze, bo dla mnie to cud, a brzmi to jakby to było coś zwyczajnego.
Dziś jazdy szły mi tragicznie. Aż szkoda pisać. Nawet b. udane zakupy, nie poprawiły mi humoru, dopiero na krótkiej adoracji, kiedy czekałam na pociąg (by ostatecznie wrócić i tak busem ;P) jakoś udało mi się uspokoić i zapomnieć o złym nastroju, choć zasypywałam Pana Jezusa milionem pytań, opowieści i mieszanką uwielbienia i dziękczynienia na raz ;) . Ciekawe co On na tą burzę. Próbowałam się wyciszyć, i udało mi się chyba na 5 minut :P . I tak nieźle.
Wieczorem zawiązanie wspólnoty. Przyszło mało osóbek, ale było tak wesoło, radośnie i miło, że... aż brak słów. Ta wspólnota jeszcze urośnie ;) . Widzę to wyraźnie i cieszę się.
Miłe zmęczenie dziś odczuwam. Odpoczęłam psychicznie, wewnętrznie. Chyba tego potrzebowałam.
O Sierpniu jeszcze nie piszę... nadejdzie odpowiednia chwila ;) .

Dziś spotkałam przyjaciółkę, którą znam od urodzenia. Cale dzieciństwo razem. Nierozłączki. Teraz- dwa inne światy. Ta przyjaźń chyba umarła... . Najpierw byłam wkurzona. Teraz myślę, że to może było nieuchronne.. . Ale jednak jest żal. Tęsknię za nią.

Muszę ogarnąć bałagan w pokoju, przygotować się do jutrzejszej oazy, usiąść do Namiotu Spotkania.
Jutro czeka mnie kupa pracy nad konspektami lekcji na kolejny tydzień. Ponadto zmienił się plan. I wszystko mi się zabałagani znów... eh. Czuję, że moje życie znów zaczyna przypominać trąbę powietrzną. A ja w środku.

plus, w sercu coś czego nie umiem określić. Jeśli myślę o kimś, i głodna jestem choć słówka...
To znaczy że muszę się położyć i zaczekać aż mi przejdzie.

Dobranoc!

piątek, 9 września 2011

Czy...

"...często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam

płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
..."

Halina Poświatowska

Długo czekałam, aż sytuacja pozwoli mi spokojnie opisać sierpień, który obfitował we wspaniałe, piękne i zaskakujące wydarzenia, i był chyba najpiękniejszym sierpniem w moim życiu. Nie doczekałam się. Nie mam teraz siły pisać o tym wyjątkowym czasie. Czuję tylko, że muszę, część tego zmęczenia, smutku, rezygnacji i niepokoju po prostu wypisać z siebie... .
Wszystko we mnie płacze ze zmęczenia. Zaczęłam praktyki, i okazało się, że tak ściśle wypełniły mi życie, że ledwie starcza mi czasu, by spać. Uderzyło to we mnie tak, że jakoś nie mogę się pozbierać, zorganizować, przywyknąć. Po tygodniu tego dramatu (b. wczesne wstawanie, przygotowywanie się do późnych godzin, krótki niespokojny i czujny sen, stres, porażki i b. małe sukcesy...). Samotność... nie mam czasu spotkać się z kimkolwiek, z kim mogła bym po prostu poczuć się dobrze. 
Patrzę w lustro, w zaczerwienione, zmęczone oczy dziewczyny, która w sierpniu czuła się szczęśliwa, adorowana, potrzebna i piękna. Teraz czuje się samotna, przegrana, przywalona problemami które ciążą na sercu i cisną za gardło teraz. I chciała by popłakać, ale nie może. Ze zmęczenia. I znów dziś nie będzie mogła zasnąć. I chciała by głupio, dziecinnie, żeby ją ktoś tylko, tak po prostu przytulił.

Nienawidzę użalać się nad sobą... :-/

Oddaliłam się od Pana Boga. Diabeł robi mi zwarcie... . Praktyki dopełniają reszty, bo z tego wszystkiego modlę się w biegu, lub na wpół śpiąc. Tęsknię za Nim.

Mam łzy w oczach. Ale nie... nie ulży. 
Chyba spróbuję się położyć... . 



Czy... możesz, tylko na chwilkę, znów być przy mnie? Chciała bym czuć się bezpiecznie...


piątek, 22 lipca 2011

To, co dawne, minęło!



Dzień, jak dzień. Towarzyszy mi ostatnio nastrój trudny do zniesienia i dla mnie i dla otoczenia. Nastrój ten ma oręż wydawałoby się niezwyciężony, bo nie mogłam z nim nic absolutnie zrobić, pomijając niezawodny sposób trzymania języka za zębami, co też starałam się czynić od rana. Mimo to, coś nowego. Modlitwa. Jest nieprzerwanie, uparcie klękam co dzień do modlitwy, choćby nie wiem, jak mi się nie chciało, jak była bym zniechęcona. A Zły bardzo chciał mnie zniechęcić. Miałam dziś nie iść na Mszę Świętą, gdy nagle zmieniłam zdanie nie zastanawiając się nad tym zupełnie. Po prostu naszykowałam się w kilka minut i poszłam. Zdziwiła mnie moja determinacja, bo cały dzień snułam się po domu wykonując jakieś prace domowe ponuro i z niechęcią. Nie miałam chęci nigdzie wychodzić. Aż tu nagle, po prostu zebrałam się i poszłam, nie wiele myśląc. Na tej Eucharystii, podczas Liturgii Słowa Pan odpowiedział na moje ostatnie wątpliwości w pierwszym czytaniu:

"Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe."
(2Kor,5,17)

Jak Ty to robisz, Boże, że zawsze wiesz, co mi powiedzieć ;-) . Zatkało mnie, gdy to usłyszałam. Jedno pytanie, i jedna konkretna odpowiedź. Nie mogłam mieć wątpliwości. Poza tym, okazało się, że dzisiejszy dzień jest poświęcony św Marii Magdalenie, która swego czasu była mi bardzo bliska, i z której postawą zawsze troszkę się utożsamiałam. Byłam zachwycona sceną, jaka rozegrała się między Nią a Jezusem przy grobie. Jeden z moich ulubionych fragmentów. No, czy mógł to być przypadek, że poszłam tam dziś, chociaż nie miałam ani troszkę chęci? Pan Bóg maczał w tym palce ;-P to pewne. Po powrocie, długi i owocny Namiot Spotkania.. . Pan niesamowicie wyraźnie dziś do mnie mówił. Napełniona nową energią, mogłabym teraz góry przenosić ;)))) .
Ale dzień dobiegł końca.
A wspomnienie wczorajszego długiego spacerku z przyjaciółką po jej dwu tygodniowej nieobecności - bezcenne. Pogadałyśmy od serca, i tak normalnie, stęskniłam się za nią, o co bym się wcześniej nie posądzała, bo przecież mieszkamy razem na stancji, więc nie mogę powiedzieć, że spędzałyśmy ze sobą mało czasu w ciągu całego roku. A jednak.
Wciąż trwają przygotowania do wyjazdu. Czas bije wszystkie rekordy prędkości, a obóz zbliża się wielkimi krokami. A ja, jak małe dziecko, boję się, że kadra mnie nie polubi, łącznie z Pijarem, który ma być tam kierownikiem. Że coś pokręcę... że coś zepsuję :P norma. Mała, nerwowa dziewczynka. Koszmar. 

Oprócz tego, codzienne myśli. Codzienna walka. Pokusa by się poddać. Norma.